Czy Unia Europejska pomoże Polakom z rządem?

Z pozoru sprawa jest oczywista. Członkiem Unii Europejskiej staje się na pewnych zasadach. Należą do nich istnienie państwa prawa i demokracji. Podkopywanie krajowej praworządności przez rząd danego członka UE może zmienić dane państwo w byt zupełnie niezgodny z zasadami członkowskimi Unii.

Prezes Towarzystwa Humanistycznego, Andrzej Dominiczak, z którym współpracuję od lat, stoi na stanowisku, że Unia Europejska powinna jak najmocniej naciskać na obecny rząd Polski, grożąc nawet wykluczeniem ze wspólnoty czy zawieszeniem głosu. Andrzej rozmawiał o tym nawet z wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem, któremu przedstawił sytuację w Polsce na spotkaniu z NGOsami. Ja sam się „nie załapałem”, być może dlatego, że mam dość krytyczny stosunek do kwestii przyjmowania migrantów muzułmańskich do Europy.

Oczywiście Czytelnik o bardziej prawicowych poglądach mógłby pomyśleć, że to zdrada. Przedstawiciele polskiej opozycji, czy to parlamentarnej czy to pozaparlamentarnej „skarżą się” w Europie na Polskę. Jednakże „skarżypytom” nie przyświeca chęć zdradzania Polski, ale wręcz odwrotnie – chęć ocalenia państwa prawa i demokracji liberalnej w naszym kraju. Wielu polskich wyborców (a pewnie w ogóle wszystkich wyborców) nie rozumie, że siła polityczna, która uzyskała większość w wyborach nie stoi ponad prawem i konstytucją. Prawo i konstytucja stoją ponad zwycięską partią. Ta partia może oczywiście zmienić konstytucję jeśli uzyska odpowiednią ilości głosów w parlamencie (przykładowo – Orban ją ma, Kaczyński jej nie ma). Ale nawet gdy zmienia się konstytucję, to warto pamiętać, że prawo nie działa wstecz. Jeśli chodzi o sądy w Polsce, to nie są doskonałe, ale ich niezależność od sejmu i rządu powinna być czymś bardzo mocno bronionym, bo przecież gdy władca nie musi się liczyć z organami prawa zaczyna się dyktatura. A jestem przekonany, że zdecydowana większość osób, które głosowały na PiS absolutnie nie chce dyktatury. Po prostu ci ludzie nie dostrzegają póki co takiego zagrożenia.

Zatem próby zachęcenia UE do nacisku na rząd Polski nie są moim zdaniem zdradą. Niestety, uważam, że w obecnej sytuacji nie są skuteczne i mogą być nawet szkodliwe. Wielu ludzi, którzy wypatrują ratunku w naciskach UE, również poprzez sankcje, a nawet groźbę wykluczenia Polski z UE idealizuje Zachodnią Europę. Ja, mimo że jestem zwolennikiem UE, daleki jestem od idealizowania Unii. Decyzje liderów UE z ostatnich lat podważyły spójność wspólnoty. Były tu trzy najbardziej szkodliwe sprawy.

Po pierwsze nie zdawanie sobie sprawy z różnic w gospodarkach północnej i południowej Europy. Takie kraje jak Francja, Włochy czy Hiszpania nie radzą sobie w modelu gospodarki narzuconym UE przez Niemcy i ich partnerów handlowych (w jakimś sensie, pośrednio, narzuconym również przez Polskę). Do tego doszły problemy z Grecją, która mając u władz radykalną i populistyczną lewicę działa va bank. Choć Grecja ma nadal problemy, i tak została potraktowana przez północnoeuropejskich wierzycieli znacznie łagodniej niż Włochy czy Hiszpania. Rodzi to brak zaufania do UE.

Po drugie imigranci i uchodźcy z krajów muzułmańskich. Ogromnym błędem było, jak się moim zdaniem okazuje, postawienie tematu przyjmowania imigrantów i uchodźców muzułmańskich jako kwestii UE a nie poszczególnych państw członkowskich. Skorzystano nawet z możliwości przegłosowania członków UE. Był to fatalny błąd. Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby imigrantów i uchodźców muzułmańskich państwa Unii Europejskiej przyjmowały na zasadzie decyzji własnych parlamentów.

Po trzecie. Wydaje mi się, że wciąż istnieje rasizm na linii Europejczycy z Zachodu – Europejczycy ze Wschodu. Wiele wypowiedzi polityków wywodzących się z Zachodu UE świadczy o niezrozumieniu zasad obywatelstwa europejskiego w ocenie obecności Polaków czy Czechów we Francji czy w Niemczech. Wschodni Europejczycy nie są traktowani w tych wypowiedziach jako obywatele Unii, ale są zestawiani z Somalijczykami czy Pakistańczykami. Jeśli publicznie i bez sprostowania podważa się przywileje obywatela UE, niszczy się tę strukturę. Wśród zachodnich polityków i intelektualistów jest to niestety bardzo częste. Do tego wraca znów pomysł „Europy dwóch prędkości”. Pierwszą prędkość nadal miałaby mieć chyba strefa euro, choć łatwo udowodnić, że podziały pomiędzy członkami strefy euro bywają znacznie głębsze niż pomiędzy państwami UE które mają i nie mają euro. Również podział na zachód i wschód UE nie ma większego sensu, gdyż Niemcy łatwiej dogadają się w kwestiach wspólnej gospodarki z Polską czy Czechami niż z Włochami.

Moim zdaniem osoby, które apelują o silny nacisk ze strony UE wobec rządu Polski nie zdają sobie sprawy z tego, że UE ma ogromne problemy, zaś część jej liderów nie jest idealna i popełnia liczne błędy. Objęcie poważnymi sankcjami dużego państwa UE jakim jest Polska, odebranie Polsce głosu przyspieszy proces rozpadu UE, a przecież warto go chyba zatrzymać, zamiast go eskalować. W naciskach nie myśli się też o opinii publicznej. Silne poparcie dla UE wśród Polaków jest ważnym kapitałem dla całej Europy. W wielu miejscach tego poparcia brakuje. Niezręczne działania (a niestety wątpię w te zręczne) mogą pozbawić Polaków wiary we wspólną Europę i będzie to znacznie ważniejszy problem od rządów PiSu, które nie będą trwać wiecznie.
Trwa ładowanie komentarzy...