PiS traci inicjatywę, lecz to nie koniec

Porwanie Europy Strozziego
Do niedawna wydawało się, że mimo kampanii przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu i ograniczaniu niezależności władzy sądowniczej PiS w irracjonalny sposób podoba się Polakom. Niektórzy zaczęli się zastanawiać – „może większość Polaków chce autorytaryzmu, ograniczenia praw obywatela, powrotu do nowej wersji PRL? Może tacy właśnie jesteśmy?”. Okazuje się to raczej nieprawdą.

To co się dzieje w Polsce wpisuje się w kryzys demokracji panujący na całym Zachodzie (my też jesteśmy jego częścią). Siły rządowe i opozycje stają się coraz mocniej zideologizowane. Jedni i drudzy formatują, prefabrykują i cenzurują część informacji. Jedni i drudzy narzucają określone interpretacje danych zdarzeń.



No i mamy Trumpa, który wygrywa fotel prezydenta USA mimo wygadywania bzdur i przeczenia samemu sobie. Mamy podziwianą przez drugą stronę Hilary Clinton, która bynajmniej na żaden podziw nie zasługuje. „Ale jest kobietą!” – rzucali w ramach ostatecznego argumentu zwolennicy i zwolenniczki Hilary, nie widząc, że to jest dopiero seksizm – podawać czyjąś płeć jako ostateczny argument. Podobnie zresztą głosowanie na kogoś „bo jest czarny/biały” jest rasizmem…

Trump wygrywa, cały świat wychodzi na ulice, ale okazuje się na przykład, że jeden z głównych feministycznych marszy przeciwko Trumpowi „wrogowi kobiet” prowadzi islamistka, która wygrażała Ayaan Hirsi Ali obcięciem łechtaczki w ramach rytualnego obrzezania i która promuje terrorystyczny Hamas pod płaszczykiem obrony praw kobiet.

We Francji wciąż zagraża zwycięstwo Frontu Narodowego, a w każdym bądź razie poparcie dla tej formacji jest w kraju Galów znacznie silniejsze niż w Polsce dla ONR. W opozycji będzie zapewne konglomerat różnych sił „od Sasa do lasa”, od komunistów po neoliberałów. I niby dobrze, ale zwycięstwem demokracji taka sytuacja nie jest, bo kto normalny w demokratycznym społeczeństwie chciałby głosować na coś, co jedną nogą jest neokomunistyczne zaś drugą neoliberalne, nie wspominając już o innych kończynach.

UK wychodzi z UE ryzykując koniec Zjednoczonego Królestwa, bo Szkocja naprawdę może odejść, a za nią pewnie po jakimś czasie Irlandia Północna i Walia. Czy Brytyjczycy naprawdę aż tak wielbią swoje tabloidy, w których kpina z UE była jednym z głównych tematów, aby sprowadzać swoje państwo do znaczenia i rozmiaru Krajów Beneluksu, czy nawet Czech?
Mamy więc kryzys demokracji, poważne zgłupienie wyborców i uczestników referendów. Całkiem możliwy upadek PiSu nie oznacza dla nas końca problemów. Część opozycji wobec PiS pokazała, że i u nich autorytaryzm, żonglowanie informacją i kult wodza mają się dobrze. Gdy o tym myślę, przed oczami staje mi Mateusz Kijowski, kpiący w żywe oczy z oszołomionej nim trzody sekciarzy (tzw. „murarze” od „murem za Kijowskim”) czy Ryszard Petru, który traktuje powierzone sobie zaufanie jak jakąś zabawę. Oczywiście wolałbym mimo wszystko Petru niż Kijowskiego na znaczącą osobę w kraju.

Gdy PiS padnie trzeba będzie odbudowywać w Polsce państwo prawa. Trzeba będzie odkleić media publiczne od propagandowego wychwalania rządu. PiSowskich aparatczyków trzeba będzie usunąć z państwowych posad, ale nie po to, by wrzucić tam swoich aparatczyków, ale po to, by wreszcie znaleźli się tam specjaliści, najlepiej apolityczni.

Trzeba będzie odbudowywać nasze stosunki z Unią Europejską (lub z indywidualnymi państwami Europy, w razie gdyby rozpad UE nie dał się zatrzymać, co niestety niemożliwe). Aby odbudowywać te relacje nie można żyć jakimiś oparami historii czy teoriami spiskowymi, jak ma to miejsce teraz. Ale nie można też być ślepo zakochanym w „mądrym, wspaniałym Zachodzie”, bo Zachód nie jest „mądry i wspaniały”, gdyż też trapi go poważny kryzys demokracji i ogólnie racjonalizmu w polityce. W relacjach z UE Polska musi współtworzyć, a nie być malowniczą abnegatką wierzącą we własne sny, czy też ślepo zakochaną nastolatką z kompleksem niższości. Te rzeczy powinny się udać, ale kto będzie tu głównym reżyserem?
Trwa ładowanie komentarzy...