Ateista z Maroka broni wolnomyślicieli z państw muzułmańskich w ONZ

Kacem El Ghazzali
Kacem El Ghazzali internet
Kacem El Ghazzali należy do nielicznych osób pochodzących z Maroka otwarcie deklarujących swój ateizm. Mieszka obecnie w Szwajcarii i angażuje się w obronę ateistów i wolnomyślicieli z państw muzułmańskich. Czyni to z ramienia IHEU, Międzynarodowej Unii Etycznej i Humanistycznej

Oto jego przemówienie, które wygłosił na zebraniu Rady Praw Człowieka ONZ 21 marca 2017 roku. Kacema będziecie mogli spotkać w Polsce, gdyż został zaproszony w Ramach Zjazdu Europejskiej Federacji Humanistycznej organizowanego przez nas (Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów) i przez Towarzystwo Humanistyczne we Wrocławiu w dniach 20 - 21 maja. A teraz kolej na przemówienie prosto z RPC ONZ:

Ateiści, wolnomyśliciele, a czasem nawet świeccy muzułmanie w islamskich krajach w większości są demonizowani, zastraszani, aresztowani i systematycznie prześladowani.

W naszym najnowszym raporcie IHEU na temat wolności myśli zgłosiliśmy 12 krajów, w których apostazja jest karana karą śmierci – we wszystkich tych państwach islam jest religią państwową. Te kraje zaprzeczają prawom, które Rada zobowiązała się promować i chronić. Zaskakujące jest, że wiele z nich jest państwami członkowskimi tej Rady.

Ustawy o bluźnierstwach i ich karaniu naruszają prawa człowieka; Naruszają najcenniejsze prawa, jakimi są wolność słowa i myśli. Obserwowaliśmy i opisaliśmy kilka przypadków pokazujących, w jaki sposób prawa dotyczące karania bluźnierstwa są wykorzystywane politycznie, aby uciszyć dysydentów i dyskryminować mniejszości.

Jednym z przypadków jest sprawa Rachida Fodila, który odbywa pięcioletnią karę więzienia za zarzut bluźnierstwa w Algierii, po opublikowaniu postów w serwisach społecznościowych i skomponowaniu utworu w którym użył kilku wersów z Koranu.

Wolność słowa ma na celu umożliwienie ludziom myślenia i wyrażania się swobodnie bez obawy prześladowań lub dyskryminacji. Zwolennicy różnych religii i różnych świeckich idei mają prawo do krytycznej debaty, a nawet do wyśmiewania i obrażania różnych światopoglądów lub wierzeń, o ile nie nawołują do przemocy lub nie opowiadają się za nienawiścią.

Zachęcamy Radę, aby potępiła stosowanie kar wobec apostatów i bluźnierców, aby potępiła karanie pokojowych blogerów, zwolenników wolności i świeckich muzułmanów oraz aby wezwała kraje islamskie do wdrożenia ONZ HRC Res 16/18 i Rabat Plan of Action, które mają na celu zapobieganie podżeganiu do dyskryminacji, wrogości i przemocy, przy jednoczesnej ochronie wolności słowa.



Co ciekawe, Kacem jest prześladowany również przez niektórych ludzi lewicy i multikuturowych liberałów. Opisał to w swoim wstrząsającym artykule "Czy Europa jeszcze istnieje", na który pierwszy raz zwrócił uwagę posądzany przez część lewicy o rasizm portal Euroislam.pl. Oto moja wersja tego artykułu, a tu jej istotny dla tego wątku fragment:

Tak samo nie dziwi oglądanie w Europie radykalnych islamistów, którzy nawołują do wprowadzenia szariatu i którzy nienawidzą pluralistycznego społeczeństwa, w którym sami żyją, ciesząc się swobodą a nawet poparciem ze strony licznych liberałów którym krytyka islamu myli się z antymuzułmańską bigoterią lub nienawiścią w odniesieniu do muzułmanów.

Bardzo trudno jest pojąć, jak delegacja rządu Szwecji, “pierwszego feministycznego rządu”, odwiedzając Teheran mogła poddać się nakazowi noszenia ubrań zgodnych z islamistycznym “dress-codem”, rzeczy, które te panie z pewnością by odrzuciły, gdyby wymagał tego od nich biały mężczyzna. Zastanawia mnie, co te Szwedki miałyby do powiedzenia Dorsie Derakhshani, irańskiej mistrzyni szachowej, której zakazano startu w krajowej reprezentacji tylko dlatego, że ośmielila się nie nosić hidżabu.

Prócz tego nie rozumiem, dlaczego osoby uznajace się za liberałów i obrońców uciśnionych próbują mnie uciszyć, gdy stawiam wyzwania ich ideologii. Kiedy Regula Staempfli, politolożka ze Szwajcarii, udostępniła na Fejsbuku jeden z moich artykułów dotyczących tematu islamofobii i regresywnej lewicy, lewicowa kulturowa relatywistka oskarżyła mnie, iż jestem “islamofobem, nienawidzącym siebie samego Arabem i euro-centrystą”.

W podobnym stylu jej lewicowi koledzy skarżą się, że powinienem raczej nawoływać do sprawiedliwości społecznej i upadku kapitalizmu, niż wypowiadać się za kwestiami, które oni mają za “burżuazyjne wolności”, takie jak wolność religijna lub seksualna, zapominając lub ignorując fakt, że “krytyka religii jest warunkiem wstępnym dla wszelkiej krytyki”, jak to sformułował sam Marks.

Smutne jest to, że zdaniem wielu Europejczyków, nie wolno krytykować islamiu lub uważać, że imigranci powinni odpowiadać za to co głoszą i czynią. Z drugiej jednak strony najwyraźniej mam wszelkie prawo krytykować Zachód i ci Europejczycy przyjęliby to z radością, gdybym tylko był ofiarą „rasizmu, dyskryminacji i ksenofobii”.

Zagranie tą kartą biednego, prześladowanego imigranta podniosłoby mój status społeczny i mogłoby mi nawet przetrzeć drogę do politycznej kariery. Odrzucanie tak "oczywistej" postawy oznacza, że jestem tylko kolejnym samo się nienawidzącym cudzoziemcem.


Nie ma jeszcze na YouTube przedstawionego przeze mnie powyżej przemówienia Kacema z ONZ, ale jest w sieci jego obrona blogerów z Bangladeszu:



Obok wielu innych jego śmiałych, publicznych wystąpień znajdziemy też reportaż o nim samym:



Na koniec parę moich refleksji o wielkich ateistach występujących przeciwko islamowi i proislamskiej części lewicy:



Wydaje się, że osoby zainteresowane tematem koniecznie powinny zarezerwować sobie czas 20 - 21 maja, aby spotkać się z Kacemem El Ghazzali.
Trwa ładowanie komentarzy...