Polityka staje się dziecinna

Don Kichote Gustava Dore, nieco zmieniony
Don Kichote Gustava Dore, nieco zmieniony internet
W polskiej polityce ma miejsce scenariusz, w który nie chciałem wierzyć, a który opisywał mi mój kolega ze stowarzyszenia, niepoprawny optymista. Oto PiS niszczy sam siebie poprzez swoją nieudolność i wiarę we własne cyniczne teorie spiskowe. Cieszę się z tego, ale wiem też, że to nie wystarczy.

Mamy demokrację, lecz niestety, nie jesteśmy doświadczonymi znawcami polityki. Wybieramy więc rządzących przypadkiem, czasem wpływ ma tu smak kiełbasy wyborczej, innym razem uwodzicielski urok nowości. Później jesteśmy źli na tych "onych", rządzących nami na podstawie naszej decyzji. Powtarzamy wtedy - "polityka to jedno wielkie bagno" nie zdając sobie sprawy z tego, że to my sami rozlaliśmy to błoto i wrzuciliśmy do niego ludzi, przeważnie nie głupszych od nas, za to bardziej ambitnych.



Cały Zachód przechodzi teraz kryzys demokracji. Słuszne postulaty mieszają się z absurdalnymi. Na przykład tożsamość - brakuje jej nam, ale nie oznacza to, że musimy wraz z Frontem Narodowym rozwalać Unię Europejską. W kwestiach gospodarczych albo naiwnie walczymy z globalizacją wierząc w zieloną Arkadię małych osad, albo kpimy z jednego z nielicznych trafnych spostrzeżeń Trumpa zauważającego, że potężne Chiny oszukują globalny rynek nie pozostawiając jemu wartości swojej waluty. I tak oto mają masę niewolników pracujących za malowane byle jak karteczki i odbierających pracę Europejczykom i Amerykanom.



Trudno jest zrozumieć, dlaczego o pozycję najważniejszej osoby na świecie ubiegali się tak słabi kandydaci jak Donald Trump i Hilary Clinton. Dlaczego Francuzi będą musieli wybrać osobę mało znaną, pozbawioną politycznego zaplecza aby odebrać szanse na władzę XIX wiecznym nacjonalistom (i to w XXI wieku). Brexit też nie jest wykwitem politycznie rozsądnego społeczeństwa.

W polityce Europy i Zachodu dominuje naiwna bajkowość lub bezwład, bezwład mimo realnie wielkich możliwości. Większości wyborców niezbyt zależy na dobrych perspektywach na przyszłość. Rozsądne partie drepczą zatem ostrożnie w miejscu ze swoją "ciepłą wodą", zaś te nierozsądne proponują podróż do krainy mrocznych baśni. Brakuje w Europie krytycznej debaty ludzi mądrych i przy okazji będących patriotami Europy i swoich państw. Komisarze Unijni popełniają gafę za gafą, zaś przedstawiciele poszczególnych państw oscylują pomiędzy nieadekwatnym do obecnych wyzwań nacjonalizmem a półsennym, ociekającym rutyną marazmem.

Polityka staje się dziecinna i nie wiadomo jak to zmienić. "Świerza krew" często się nie sprawdza, czego dobrym przykładem jest Kijowski. Człowiek znikąd, a w każdym razie spoza obecnej polityki, niekoniecznie musi się okazać uczciwszy od starych sejmowych wyjadaczy. Pokazuje to, że i reset obecnych sił politycznych mógłby tylko pogorszyć sytuację. Sytuacja jest bardzo trudna, ale może w końcu znajdzie się kiedyś mąż stanu (lub niewiasta stanu), który przetnie ten węzeł gordyjski. Póki co nasz świat tonie w bagnie...
Trwa ładowanie komentarzy...