O autorze
Studiowałem historię sztuki i muzykę indyjską. Jestem poetą i muzykiem. Odbyłem dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badałem kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. To ostatnie zaowocowało wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej. Współpracowałem z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku jestem prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. W 2016 roku zostałem wybrany na trzecią kadencję. W 2014 roku otrzymałem nagrodę Kryształowego Świecznika od publiczności za działania na rzecz świeckości w Polsce. W tym samym roku zostałem kandydatem (bezpartyjnym) do Parlamentu Europejskiego z listy Europa+ Twój Ruch. Moje liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.pl, Hanuman.pl a od 21 marca 2014 roku także na stronie racjonalista.tv, którą będę redagował pełniąc funkcję redaktora naczelnego. Na tej stronie można będzie też zobaczyć liczne audycje telewizyjne współtworzone przeze mnie. Od ponad dwóch lat na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzę pogadanki na temat ateizmu. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami mojej działalności.

Maciej Psyk: GIODO łamie Konstytucję i prawa człowieka

Maciej Psyk po prawej z członkiem zarządu PSR Kamilem Gawłem na Dniach Ateizmu we Wrocławiu, gdzie miał wykład o prawach człowieka.
Maciej Psyk po prawej z członkiem zarządu PSR Kamilem Gawłem na Dniach Ateizmu we Wrocławiu, gdzie miał wykład o prawach człowieka. Dni Ateizmu we Wrocławiu/PSR
Rozmowa z Maciejem Psykiem, redaktorem naczelnym Wystap.pl, Racjonalistą Roku 2013 i laureatem specjalnego wyróżnienia Wandy Nowickiej za budowę świeckiej Polski.

Jacek Tabisz: Doprowadzenie do merytorycznej decyzji GIODO (Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych) w sporach obywateli z proboszczami było olbrzymim sukcesem Twoim i całego Wystap.pl. Choć trudno w to uwierzyć są to pierwsze tego typu decyzje od powstania Biura GIODO w 1998 roku a niezwykle zacięta walka o nie – nie z Kościołem lecz z samym GIODO, który nie chciał ich wydawać – trwała przez trzy i pół roku. Czy możesz już powiedzieć: „wygraliśmy to”?




Maciej Psyk: Chciałbym to powiedzieć, ale niestety prawda jest inna. GIODO nie wydaje decyzji po prostu dlatego, że każdy ma prawo do osądzenia sporu z administratorem danych osobowych. Do tej rewolucji jeszcze nie doszliśmy, nawet jeśli GIODO we własnym interesie usiłuje obecnie sprawić takie wrażenie. On robi coś merytorycznie śmiesznego, moralnie haniebnego i prawnie kryminalnego. Po wpłynięciu skargi do Biura GIODO bada – poprzez swoich urzędników oczywiście – czy skarżący aby nie jest chrześcijaninem. Jeśli jest, to wtedy jego skarga ląduje w koszu, bo – jak GIODO zapewniał wielokrotnie osobiście w Sejmie i poprzez swoich pełnomocników w sądach administracyjnych obu instancji – chrześcijanie nie mają prawa do ochrony danych osobowych. Jedynie jeśli inspektor ma dowody, że skarżący wystąpił z kościoła jego sprawa trafia do postępowania wyjaśniającego. Ponieważ uczone nazwy zwiększają powagę urzędu co najmniej dwukrotnie, oficjalnie jest to nazywane „dokonywaniem subsumpcji”. I jak na ironię robi to urząd powołany do ochrony naszej prywatności, stawiając znak zapytania nad sensem swojego istnienia. Użytkownicy Wystap.pl otrzymali decyzje tylko dzięki przejściu przez to oddzielanie obywateli od katolików. Artykuł 194 kodeksu karnego mówi: „Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Można więc powiedzieć, że Biuro GIODO jest obecnie urzędem par excellence przestępczym. Dobra wiadomość jest taka, że jest od powstania w 1998 roku, czyli nie jest gorzej tylko jawniej. Walczymy z tą hańbą nieprzerwanie od trzech lat. Przez pewien czas było to nawet napisane wielkimi literami na stronie głównej Wystap.pl i nadal jest wpisane na naszych profilach na Twitterze i Facebooku. Jest to także naruszenie praw człowieka i jeśli po raz kolejny zostaniemy zmuszeni odjąć sobie od ust, żeby to wykazać, to niech tak się stanie. Przywykłem do tego, że Polska zachowuje się jak nasz wróg pozostawiając wąską ścieżkę do trwającej latami walki ponad siły z całym państwem o swoje prawa jako listek figowy praworządności, więc przejdziemy i przez to. Obecnie GIODO ma ostatnią szansę, by wycofać się z tego obłędu.

JT: Katolicki „Nasz Dziennik” napisał, że proboszczowie, którzy otrzymali decyzje nakazujące adnotacje w księgach chrztów złożyli wnioski o ponowne rozpatrzenie sprawy. Kwestionują treść decyzji, czy sam fakt ich wydania?

MP: Tego nie wie chyba nawet ich adwokat. Nie zajmuje się tym szczegółem tylko chaotycznie powołuje się na co się da. Dylemat polega na tym, że zwalczanie meritum decyzji GIODO oznacza uznanie prawa do jej wydania. Póki co to jest niejasne. Domyślam się, że chodzi im o to samo co nam i zostanie to jeszcze doprecyzowane. Wsparcie ze strony Kościoła cieszy, nie ma jednak większego znaczenia. Sam fakt, że proboszczowie wynajęli adwokata i odwołali się od decyzji urzędu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie jest gigantycznym sukcesem i oznaką zdrowienia państwa, dlatego uważam to za ważniejsze niż jego wyroki. Wystap.pl już wygrało. Z pomocą Kościoła lub bez niej – wygramy jeszcze więcej.

JT: Czy podczas tej batalii miałeś jakieś dylematy moralne co robić, a czego nie?

MP: Dwa. Pierwszy dotyczył swoistej militaryzacji członków naszego ruchu zgodnie z tym, co nazwałem „strategią Ajgajona”, której istnienie ujawniłem w artykule „Teatr wojny po 2,5 roku walki z »i 3«” w grudniu 2012. Innymi słowy, skarżący musieli do pewnego stopnia podporządkować swoje ego wspólnemu interesowi i czasem robić rzeczy, których do końca nie rozumieli. Nie mogłem wydawać rozkazów ani nawet poleceń służbowych, ale okazało się, że wystarczy samo zaufanie. Prawie wszyscy świadomie i dobrowolnie zaakceptowali strategię Ajgajona, której zresztą przed nikim nie ukrywałem i nie miałem z niej żadnej korzyści osobistej. Ostatecznie uznałem, że nie odbieram nikomu praw obywatelskich tylko o nie walczę a to, że nie można inaczej, obciąża sumienie Polski a nie moje. Drugi proces był bardziej złożony i sprowadzał się do kwestii jak daleko można się posunąć w „demokratycznym wigilantyzmie” czyli – w największym uproszczeniu – jak bardzo można wyjść poza prawo, aby je obronić. Walka o „wystąpienie po włosku” dość szybko zamieniła się w aferę mięsną III RP z „kryżowaniem” ludzi, którzy chcieli bronić swoich praw i znalazłem się w stanie wyższej konieczności. Problem w tym, że dżina stanu wyższej konieczności łatwo uwolnić z butelki, ale trudno do niej zagnać.

JT: Dlaczego Twoim zdaniem doszło do sytuacji w której polski minister zajadle walczył z własnymi kompetencjami, by „nie móc” wydawać decyzji nie na rękę Episkopatowi Polski?

MP: Ponieważ żeby dać Kościołowi jakiś przywilej wystarczy byle zarządzenie czy wrzutka do ustawy – choćby kosztowało to majątek, stawiało wszystko na głowie i odbierało prawa rzeszy ludzi. To jest zawsze w porządku „bo Konkordat” i coś takiego trzeba szanować jak matkę, bo bzdura lex sed lex. To okradzieni z praw muszą samotnie i całymi latami walczyć o ich odzyskanie, bez żadnej pomocy i mając przeciwko sobie władzę, która ich zdradziła. W tym przypadku było to klasyczne Ermattungsstrategie czyli wojna na wyczerpanie sił słabszej strony. GIODO mógł być prawie pewny, że ją wygra ponieważ my harowaliśmy społecznie wszystkiego się ucząc a on miał na walkę z nami setki tysięcy złotych, ponad sto osób pod sobą i parasol polityczny, który ją umożliwiał. Powoli, kosztem setek godzin pracy, nauczyliśmy się niwelować ich przewagę i grać w ich grę i wówczas niemal automatycznie szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę. Wiosną 2012 roku przejęliśmy to, co wojskowi nazywają inicjatywą strategiczną i przeszliśmy do kontrofensywy. W czerwcu 2010 roku w manifeście programowym „Po trupie instrukcji biskupów do wolnej Polski” napisałem profetycznie: „Wybitny polityk PO Marian Krzaklewski powiedział historyczne słowa: »łatwiej obalić rząd niż pół litra«. Przekonamy się teraz w boju czy równie łatwo będzie obalić do szczętu skompromitowaną nawet dla katolików formułę państwa rządzonego przez biskupów za pośrednictwem piątej kolumny w aparacie państwowym”. Przyznaję, że za sprawą pana Wiewiórowskiego łatwo nie było. Jest to oczywiście ten rodzaj uznania jaki francuski ruch oporu mógł mieć dla Klausa Barbiego.

JT: Jesteś od dawna krytykiem GIODO i autorem pojęcia „wojna polsko-wiewiórowska” czyli parafrazy „wojny polsko-jaruzelskiej” jak złośliwie w latach 80-tych nazywano stan wojenny. Czy nie obawiasz się, że wytaczanie sobie procesów o poszczególne zdania czy nawet słowa należy w Polsce do dobrego tonu?

MP: Odmiennie niż ludzie, których zmusił do walki ze sobą o swoją własną kognicję nie musi na szczęście wybierać między węglem a godnością. Autentyczny dramat wyboru między opałem a skargą kasacyjną o którym napisałem w artykule „Religijna ucieczka od religii i co z niej wynikło” w kwartalniku „Bez dogmatu” urasta tu do rangi symbolu. Minister Wojciech Wiewiórowski niszczył ludzi, manipulował prawem i łamał sumienia, czym doprowadził do patologii urzędu oraz demoralizacji petentów. Po czym zrzucił z siebie całą odpowiedzialność ogłaszając, że „zawsze ktoś jest niezadowolony”. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że sami urzędnicy Biura GIODO byli u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej tego koszmaru od którego nie było ucieczki poza zmianą pracy a który określano eufemizmem „niedomniemywanie uprawnień”. Zrobił jednak coś jeszcze gorszego a mianowicie podeptał wiarę w prawo. Jeśli umorzył ponad sto spraw po czym bez zmiany choćby litery w ustawie zaczął wydawać decyzje „merytoryczne” to co to znaczy? Chyba tylko to co mówiliśmy między sobą jako dowcip: „nie ma takiej sprawy w Intraco, której nie można umorzyć”. Można wręcz postawić pytanie, czy działał na szkodę interesu publicznego. W sprawie DOLiS-440-857/12 uznał, że nad ustawą o ochronie danych osobowych (a tak naprawdę nad Konstytucją) stoi zarządzenie jednego z biskupów sprzed pięciu lat, które sam od niego wyciągnął i które w dodatku przestało mieć znaczenie po zmianie prawa kanonicznego w 2010 roku, o czym też wiedział. I jakby tego wszystkiego było mało, zrobił to znając wcześniejszy o siedem miesięcy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w analogicznej sprawie o sygnaturze II SA/Wa 32/13:

„Generalny Inspektor jako organ administracji publicznej obowiązany jest, zgodnie z przepisem art. 6 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z 2000 r. nr 98, poz. 1071 ze zm.), działać na podstawie przepisów prawa w rozumieniu art. 87 Konstytucji RP. Po myśli tego przepisu, źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia, a nadto na obszarze działania organów, które je ustanowiły, akty prawa miejscowego. Do tej kategorii nie sposób zaliczyć zatem przepisów prawa kościelnego, czy to o charakterze generalnym (Kodeks Prawa Kanonicznego), czy też wewnętrznym, które zawierają regulacje dotyczące kwestii wystąpienia z Kościoła”.

Minister Wojciech Wiewiórowski tak długo i skutecznie grał rolę piątej kolumny Episkopatu Polski aż wreszcie wszyscy w to uwierzyli. Nigdy też nie zrobił niczego, by wyprowadzić z tego błędu, za to wiele, by w nim utwierdzić. Możemy sobie zadać ważne pytanie: co robiłby inaczej niż robił gdyby był narzędziem w rękach Episkopatu Polski, którym nie był? Odpowiedź jest hołdem dla jego aktorstwa: nic. Nasz radca prawny powiedział w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wprost, że GIODO zachowuje się jak adwokat Kościoła i spotkało się to z dość mizerną i wymuszoną repliką jego pełnomocnika.

JT: Czy nie było jednak tak, że „i 3” w artykule 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych, na którym się to wszystko opiera, wybuchło mu w rękach na samym początku kadencji a Biuro GIODO stopniowo podporządkowali Kościołowi Ewa Kulesza i Michał Serzycki?

MP: Przypuszczam, że taka byłaby jego linia obrony przed sądem lub sejmową komisją śledczą. Siła tej tezy tkwi w tym, że jej druga część jest prawdziwa. Nie był jednak zmuszony do kontynuacji – to był wybór, nie konieczność. Mógł „obalić” tę bzdurę bezpośrednim zastosowaniem dyrektywy europejskiej o ochronie danych osobowych, co nie tylko z mocy prawa powinien był zrobić i miał na to podane na tacy mocne argumenty, ale przypomnę, że był niedawno kandydatem na Europejskiego Rzecznika Ochrony Danych a obecnie jest wiceszefem grupy zrzeszającej organy ochrony prywatności z krajów UE. Gdyby to zrobił jesienią 2010 roku byłby, bohaterem ochrony danych osobowych i państwa prawa a problem zostałby rozwiązany w sposób radykalny i od ręki. Niestety sam przeszedł na ciemną stronę mocy i zapewniał o swojej niezależności tylko po to, by ignorować nasze merytoryczne argumenty a nawet formalny wniosek skarżącego o ugodę z kurią na który po prostu nie odpisano, bo nie miało być żadnej ugody tylko zdeptanie człowieka. Skończyło się to jedną z największych wizerunkowych i prawnych katastrof w historii III RP. Wówczas wygrało kompromitujące myślenie, że pewnie po jakimś czasie nam się znudzi a nawet jeśli nie to sądy przymkną oko na łamanie prawa i wyrzucą problem poza ustawę, o co walczył razem z adwokatem Kościoła. Temu miało służyć odwołanie GIODO od korzystnego dla niego wyroku WSA oficjalnie złożone „z przyczyn formalnych choć nie merytorycznych” jeśli to kogoś pociesza. Ostatecznie po straszliwej walce w której jego własny pełnomocnik przyparty do muru wydukał w sądzie, że nie miał racji, pod koniec kadencji zaczął stosować ustawę w ten sposób, że brak prawa do ochrony danych osobowych jest zasadą od której są wyjątki. I zrobił to bez listka figowego nowelizacji ustawy, po nauczeniu duchownych, że mogą i powinni ignorować ustawę i Biuro GIODO, które coś tam ściemni, że chce odpowiedź, ale tak naprawdę to jest po ich stronie i zbiera tylko podkładki do umorzenia spraw, po sprowadzeniu prawa do wymiany gotowców, po doprowadzeniu do poczucia, że Polska jest naszym wrogiem i po przetrąceniu kręgosłupa własnemu urzędowi. Wojciech Wiewiórowski od samego początku kadencji kontynuował linię Michała Serzyckiego, do tego stopnia, że jedną z jego pierwszych decyzji było potajemne spotkanie z Metropolitą Sawą, które zaowocowało pseudoinstrukcją z Cerkwią prawosławną. Nazwałem ją odzieżą używaną po biskupie Budziku, bo była to instrukcja Serzycki-Budzik z której wyrzucono jedynie odniesienia do Konkordatu. Dworowałem, że następni w kolejce będą Świadkowie Jehowy i tak w dół listy wyznań, aż dojdzie do różokrzyżowców i będziemy mieli problem niepodlegania kościołów ustawie o ochronie danych osobowych rozwiązany dzięki ich jeszcze większemu niepodleganiu. I jeszcze odnośnie wymówki, że GIODO nieba by skarżącym przychylił, ale musiał umarzać skargi bez podawania powodu (bo uzasadnienie miały dorobić sądy administracyjne) w imię oficjalnie nie wiadomo czego a nieoficjalnie niezadzierania z Kościołem z obawy przed odwołaniem przez Sejm lub przynajmniej dewastującym głosowaniem – dlaczego w takim razie Zbigniew Kaczmarek musiał stoczyć zażartą walkę o umorzenie swojej własnej sprawy po to, żeby móc zacząć walczyć z jej umorzeniem, co skądinąd również wygrał? Przykro mi, nigdy tego nie chciałem, ale tak wygląda pobojowisko po walce o prawa obywatelskie, którą przewidziałem zanim się zaczęła.

JT: Zacytuję fragment Twojego artykułu: „Zorganizowany wigilantyzm jest zjawiskiem wyjątkowym, pokazującym słabość państwa np. w wyniku wojny domowej lub państwa in statu nascendi. W Europie jedynym znaczącym przypadkiem było powstanie The Ulster Defence Association w 1971 roku. Niestety udało nam się zostać drugim. Zatrważający jest poziom delegitymizacji III RP do którego doszło. Wygląda to prawie jak walka z apartheidem”. Brzmi to złowróżbnie, zwłaszcza w kontekście Twoich uwag o dylematach moralnych z tym związanych.

MP: To niestety prawda. Przed powstaniem Wystap.pl mieliśmy do czynienia z ukręcaniem łba takim sprawom jak tajna instrukcja kurii w sprawie uczniów niechodzących na religię, czy zgotowanie piekła zgwałconej lubelskiej nastolatce z jednoczesnym przejęciem przez Kościół kompetencji państwa „instrukcją o apostazji”. Wielu ludzi czuło się nie jak obywatele tylko Nexus VI z numerem seryjnym. Rzecznik Praw Obywatelskich w pełni sankcjonował tę przemoc i zmuszał ludzi do brania udziału w czynnościach religijnych, czyli tym, od czego wyglądali uwolnienia. Można powiedzieć, że Rzecznik Praw Obywatelskich walczył z prawami obywatelskimi a Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych z ochroną danych osobowych – bo to mniej niebezpieczne niż narazić się Kościołowi. Żeby zdławić bunt, którym zostało Wystap.pl, brutalnie wykorzystywano prawo przeciwko nam i odrzucano wszelkie próby kompromisowych rozwiązań takie jak ugoda administracyjna, czy pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego. Spełnił się ideał „demokracji konfesyjnej” – państwo polskie walczyło z tymi, którzy chcieli go bronić. Na szkoleniu wojskowym uczono mnie, że żołnierz walczy do zwycięstwa dostosowując taktykę do okoliczności. Ja to po prostu zrobiłem. Efektem była urzędowa wojna partyzancka w trzech formach: działania psychologiczne, podnoszenie kosztów finansowych i politycznych przeciwnika do punktu implozji oraz strategia szaleńca Richarda Nixona czyli przekonanie go o swojej nieobliczalności. Jestem przekonany, że wygraliśmy dzięki tym ryzykownym, ale racjonalnym strategiom. Może tak jak wszyscy, którzy klepali w telewizor, żeby wyprostować paski jestem starej daty, ale myślę, że nie mógłbym stosować tych strategii wobec kobiety. Ponieważ jednak naszymi przeciwnikami było dwóch mężczyzn dobrze opłacanych za to co nam robili, odpadł ostatni powód do samoograniczenia. Całą odpowiedzialność za tę sytuację ponosi Biuro GIODO i jestem jej być może największą ofiarą. Zapłaciłem ogromną osobistą cenę za walkę od olśnienia w maju 2010 roku do obecnej zmiany nastawienia społeczeństwa, prasy, sądów i polityków, ale powiem nieśmiertelnymi słowami Alfreda Dreyfusa: „Nie jestem tu po to, by mówić o skandalicznych udrękach, jakimi poddawano niewinnego człowieka, ale po to, by bronić mego honoru”. Już za sam fakt, że poświęciłem prawie cztery lata swojego życia walce o niepodległy byt państwa polskiego mógłbym wystąpić o zadośćuczynienie. Nie mam jednak zamiaru spieniężać swoich zasług, bo wolę mieć ich świadomość. Jeśli Jacek Kuroń mógł mówić, że wprowadził religię do szkół to ja mogę mówić, że odzyskałem niepodległość Polski, bo tak zresztą tę sprawę postawił Naczelny Sąd Administracyjny. Dla ministra Wiewiórowskiego suwerenność Polski to „klasyczny problem prawny”. Dla mnie nie.

JT: Trzeba jednak powiedzieć, że GIODO nie był jedynym aktorem tego dramatu, nawet jeśli był pierwszoplanowym. Inni z gorliwością propagowali latami „sakrament apostazji” jako (jak to określiłeś) „Wunderwaffe KEPu”, jednocześnie negując twoją działalność.

MP: Przeżyłem napady trolli na portal, rozpowszechnianie w środowisku laickim bajek o „zianiu nienawiścią do apostatów” i cenzurze na Wystap.pl, usuwanie linków do serwisu, kasowanie sympatyków na forach internetowych, żarty o „psykozie” oraz notoryczne przerabianie moich artykułów z zachowaniem tych samych zwrotów i linków. Prominentny działacz jednej z prolaickich partii napisał swego czasu współpracownikom: „palantów Psyka i spółkę ignorować, i tak się zbłaźnią”. Niewielka to pociecha, że zdzielił się bumerangiem. Wszystko w imię pokazywania „kto pociąga za sznurki w apostazji w Polsce”, czyli obrony swojej roli pretorian arcybiskupa Michalika. Koalicja oburzonych naszym istnieniem, którą nazwałem Grupą Trzymającą Apostazję, była więc szeroka i całkowicie zgodna z naszą oceną sytuacji jeszcze z drugiej połowy 2010 roku. Był to efekt zostawienia przez państwo kilku milionów niepotrzebnych katolickiej Polsce obywateli na łasce „pożytecznych idiotów” z „serwisów apostatycznych” na których powoływali się sami księża. Od 2005 roku „pomagają dokonać apostazji” z takim skutkiem, że jeszcze nikt nie wystąpił. Publicznie obiecałem 1000 euro nagrody każdemu, kto udowodni, że wystąpił z Kościoła i przez rok trwania konkursu nie wpłynęło ani jedno zgłoszenie.

JT: Co GIODO powinien zrobić, by odzyskać mocno nadszarpnięte zaufanie społeczne?

MP: Przeprosić za wojnę polsko-wiewiórowską, którą przewidział lub powinien był przewidzieć, oraz zakończyć dyskryminację katolików, czyli wydawać decyzje administracyjne wszystkim, a nie tylko niewierzącym. W jednym mogę go zrozumieć a mianowicie w tym, że niestety zdarzają się skargi wulgarne, nienawistne lub przesycone treściami religijnymi. Jest to na szczęście margines, ale poważny problem tam gdzie się pojawia. W takich przypadkach może się jednak powołać na uchwałę siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 20 kwietnia 1970 roku o sygnaturze III CZP 4/70, która mówi, że tego typu pisma w ogóle nie nadają się do rozpatrzenia.

JT: Czy podczas tej batalii coś Cię szczególnie zaskoczyło?

MP: Tak, brak jakichkolwiek ataków ze strony Kościoła. Mogę uczciwie powiedzieć, że Kościół był jedyną instytucją, która podczas tej żałosnej farsy zachowała się z godnością. Kontaktowaliśmy się z pewną liczbą ważnych duchownych i paradoksalnie byliśmy traktowani z większym szacunkiem niż w Biurze GIODO. Natomiast odpowiedź nuncjusza apostolskiego na mój list była arcydziełem dyplomacji. Kościół wie, że nie mamy do niego pretensji o kolonizację urzędów publicznych. My go nawet nie krytykujemy i to mimo faktu, że to co robi jest obrzydliwe moralnie i teologicznie. Episkopat Polski sam prowokuje gorszące pytanie czy można bluźnić przeciwko Duchowi Świętemu i nadal przyjmować komunię. Jeśli jednak postanowił poświęcić moralność i teologię dla walki o władzę – zamieniając przy tym własnych proboszczów z duszpasterzy w polityków – to jest to jego zbójeckie prawo. Możemy o tym mówić i pisać, ale z wielu powodów nie będziemy tego krytykować.

JT: Skoro mowa o Kościele. Gdybyś miał doradzać biskupom, czy miałbyś na podstawie tej batalii jakieś zalecenia na przyszłość?

MP: Episkopat Polski za naszą sprawą przeszedł istną terapię szokową i chyba nadal nie wie w którą stronę iść. Najlepiej w ślady Jezusa, czyli oddać co boskie Bogu a co cesarskie cesarzowi, zgodnie z konkordatem z 1925 roku, który zawierał taką oto przysięgę biskupią:

„Przed Bogiem i na Święte Ewangelie przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z zupełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją, i że sprawię, aby go szanowało moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnym porozumieniu ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa, będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą”.

Póki co natrafiliśmy na hodowaną przez ćwierćwiecze nomen omen czarną dziurę, która z jednej strony cofała Polskę cywilizacyjnie a z drugiej promowała bezhołowie wśród samego kleru. Nie ma obecnie żadnej książki o podstawach prawa w pracy duszpasterskiej, bo nikomu dotąd nie była potrzebna, bo było jasne, że Kościół ma dostać to co chce – najlepiej za 1% wartości i poza kontrolą sądów – a komu się nie podoba tego się złamie, zaszczuje, odwoła i rozpuści w kwasie solnym. Dzieła demoralizacji Kościoła dopełnił ostatni relikt czasów szczęśliwie minionych, czyli rządząca Polską poza kontrolą parlamentu Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu. Tymczasem takie książki są zwłaszcza w USA popularne od lat 80-tych kiedy to Pierwsza Poprawka – jak Amerykanie nazywają wolność sumienia i wyznania – przestała obejmować społeczne aspekty wiary. Takich tematów jest całe mnóstwo: zasady wycinki drzew (to jest niestety obszar systemowej i moralnej klęski Kościoła; najbardziej przedsiębiorczemu księdzu udało się nawet wyciąć pomnik przyrody), niuanse prawa podatkowego, obowiązki proboszczów jako administratorów danych osobowych, bezpieczeństwo dzieci i ochrona przed wykorzystywaniem, niektóre aspekty posługi kapelańskiej, organizacja pielgrzymek i festynów, legalność programów komputerowych, wyłączenie gruntów rolnych z produkcji, karcenie wiernych i pewnie jeszcze dużo podobnych. Moim zdaniem jej brak jest wręcz dojmujący, bo na dłuższą metę traktowanie ponad 10 tysięcy proboszczów niczym ambasadorów działa przeciwko nim samym. Symptomatyczne jest tu postanowienie WSA w Warszawie z 22 sierpnia 2008 roku w sprawie VIII SA/Wa 283/08 gdzie proboszcz najpierw miał trudności z wystąpieniem do sądu a potem okazało się, że chciał się skarżyć na decyzję od trzech lat prawomocną. Jeśli chodzi o ochronę danych osobowych to uważam, że najlepsze byłoby rozwiązanie episkopatu niemieckiego – powołanie przez biskupów pełnomocników diecezjalnych, najlepiej świeckich prawników, którzy odpowiadaliby za szkolenia, doradzali duchownym i pełnili rolę pomostu z Biurem GIODO. Wynajmowanie adwokata do walki z decyzjami administracyjnymi to droga donikąd. Jak ktoś powiedział w podobnym kontekście: „Jeśli McDonalds chce wydać fortunę na walkę z krytykami to wkrótce zabraknie mu forsy na robienie hamburgerów”. Nie jest przypadkiem, że projekty instrukcji o ochronie dzieci i tzw. apostazji – której jestem spiritus movens – od dwóch lat leżą w Watykanie i stanowią mentalne i obyczajowe wyzwanie dla sporej części kleru, podjudzanej do schizmy przez Tomasza Terlikowskiego.

JT: Na jakim etapie jest obecnie batalia o „wystąpienie po włosku”?

MP: Ona się jeszcze nie zaczęła i nie wiadomo kiedy zacznie, bo poprzedza ją walka z „i 3”. Tłumacząc to na zrozumiałą polszczyznę: najpierw musimy wywalczyć bezwarunkowe prawo do rozstrzygnięcia sporu o dane osobowe. Obecnie jesteśmy na tym etapie, że GIODO łaskawie rozpatrzy naszą skargę pod warunkiem, że udowodnimy wystąpienie z Kościoła. On to pisze wprost w swoich decyzjach. Problem w tym, że jeśli zgodzimy się na postawienie w ustawie warunku, który spełnimy (w tym przypadku światopoglądu) to musimy zgodzić się na postawienie warunku, którego nie spełnimy, np. płci lub wieku. Inaczej mówiąc ci, którzy przechodzą „test subsumpcji” mogą go nie przejść po zmianie ustawy. Poza tym – jest to oczywiste naruszenie konstytucyjnego prawa do milczenia na ten temat i tego się po prostu nie da sfalandyzować tak jak religii w szkole. Twórcy Konstytucji wykluczyli taką możliwość, by czyjeś wyznanie było władzom publicznym do czegokolwiek potrzebne. Jak się to ma do zapewnień ministra Wiewiórowskiego, że dyskryminacja katolików „mieści się w standardach konstytucyjnych”, jak zapewniał 4 kwietnia 2012 roku Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji – nie mam pojęcia, warto go zapytać. Walczymy o wielką rzecz – o równouprawnienie katolików i prawo do ochrony danych osobowych ogromnej większości społeczeństwa. Słynne odkrycie GIODO, że w Traktacie Lizbońskim artykuł siedemnasty jest zaraz za szesnastym już go nie uratuje.

JT: Czy nie masz wrażenia, że cała ta historia zasługuje na książkę?

MP: Zamierzałem ją napisać po całkowitym wygraniu tej batalii, ale teraz widzę, że książka to za mało. Ta historia powinna zostać zekranizowana, tak jak powstały filmy „Czarny czwartek”, „Wielka ucieczka” czy genialny „Lawrence z Arabii”. Tylko film może w pełni odsłonić nadal nieznane kulisy tej obłąkańczej wojny Polski z Polakami. Myślę, że on kiedyś powstanie, jestem w stanie napisać scenariusz. Jest tu miejsce na thriller łączący grozę „Przesłuchania” z buntem „Nędzników”. Prowadzenie na przekór wszystkiemu i wszystkim tej rewolucji prawnej, politycznej i społecznej, która objęła setki ludzi i dotarła do setek tysięcy było dla mnie prawdziwym zaszczytem a jej stopniowe wygrywanie – najlepszą nagrodą. Prawie cztery lata temu obiecałem, że będę z każdym, kto stanie do tej walki i dotrzymałem słowa. Obecnie jesteśmy o krok od obalenia „i 3”, które stało się symbolem wasalizmu państwa, władzy Kościoła i głupoty elit. Nie ja rozpocząłem o nie wojnę, ale ja ją zakończę.

JT: Dziękuję za rozmowę.

Na koniec warto dodać, że Maciej Psyk będzie osiągalny dla szerszej publiczności już w tę niedzielę, 30 marca. Podczas Ósmego Festiwalu Racjonalistycznego organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów w Warszawie, Maciej zostanie odznaczony nagrodą Racjonalisty Roku, oraz będzie miał wykład pod tytułem: "Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Wystąpienie z Kościoła nowym sporem o inwestyturę". Pełny program Festiwalu Racjonalistycznego znajdziecie tu.
Trwa ładowanie komentarzy...